lipca 31, 2017

"Barszalona", czyli klimat szemranej barcelońskiej dzielnicy i irytująca Matylda...


Barcelona może kojarzyć się z Gaudim, Picassem, multikolorową odzieżą Desigual, chocolate con churros, czy filmami Pedro Almodóvara... Mnie niezmiennie kojarzy się z Ferminem Romero de Torres, Danielem Sempere i tajemniczym Julianem Caraxem, bohaterami powieści Carlosa Zafóna. 


Dokładnie rok temu wróciłam z mężem z Barcelony, gdzie w ponad 30-stopniowym skwarze przez kilka dni przecieraliśmy szlaki, którymi podążali zafónowscy panowie. Zdążyłam już zatęsknić za katalońskim klimatem, więc niezmiernie uradował mnie urodzinowy prezent od męża w postaci książki "Barszalona", będącej pisarskim debiutem Agi Sarzyńskiej. Akcja - jak już zdradza tytuł - ma miejsce właśnie w stolicy Katalonii.

Ach, "Barszalona"... 
Jakże irytująca okazała się główna bohaterka tej powieści o dźwięcznym imieniu Matylda! Czytając perypetie infantylnej i niestety niezbyt roztropnej Matyldy, odnosiłam wrażenie, iż narratorką powieści nie jest nauczycielka języka angielskiego, lecz nierozgarnięta gimnazjalistka, której nagle udało się wyrwać spod nadopiekuńczych skrzydeł rodziców. 

W trakcie czytania nierzadko mruczałam pod nosem "Jezu, ile Ty masz lat, dziewucho!?" i jednocześnie zastanawiałam się czy autorka jest równie niedojrzała, jak jej bohaterka... Jeśli tak - chętnie dałabym jej pstryczka w ucho!

Z reguły szybko czytam książki. Wręcz połykam je w ekspresowym tempie. Przetrawianie "Barszalony" zajęło mi trochę więcej czasu. Książka absolutnie nie jest nudna, musiałam jedynie robić sobie przerwy od śledzenia infantylnych poczynań tej laski, aby się... odstresować! Jestem strasznie emocjonalną osobą, więc to notoryczne pakowanie się Matyldy w różnorakie kłopoty mocno działało na moje nerwy. Jeśli jednak taki był zamiar autorki, by nieco powkurzać czytelników - muszę jej pogratulować! ;)

"Barszalona" to nie tylko barwne opisy szemranej dzielnicy Raval, która tętni życiem od brzasku do późnego wieczora - to także spis streszczonych różnych życiorysów ludzi, którzy przybyli do stolicy Katalonii z odległych zakątków świata w poszukiwaniu lepszego życia. 

Przykre są historie kobiet i dziewcząt, które na Robador rozpaczliwie usiłują sprzedać własne ciało, by móc zarobić parę euro na spłatę długów czy przeżycie ich rodzin, które pozostawiły w innej części świata...

W moim odczuciu książka jest napisana chaotycznie. Pojawiają się w niej nic nie wnoszące wątki. Zakończenie powieści brzmi zupełnie tak jakby z książki ktoś wyrwał kilka ostatnich stronic, więc liczę na to, że wiele niedopowiedzeń z "Barszalony" znajdzie swój dalszy ciąg w kolejnej części opiewającej perypetie przewrotnej Matyldy.

Powieść Agi Sarzyńskiej sprawia, że uświadamiamy sobie, że i Barcelona posiada swoje ciemne strony... że nie jest zbyt bezpiecznie zboczyć z turystycznego szlaku, by jak Matylda nie przysporzyć sobie kłopotów... 

Jeśli kiedyś powrócę do Barcelony - bez wątpienia będę chciała poznać Raval, przejść się przez Robador, poszukam też Filmoteki, kawiarni, gdzie Matylda leniwie sączyła kawę.

Zatem... Czy warto przeczytać "Barszalonę"?
Warto.
Polecam.




5 komentarzy:

  1. Jestem po przeczytaniu książki "Barszalona". Nie spodobała mi się :( Nie podoba mi się taki styl pisarski. Narracja jest chaotyczna co i Ty zauważyłaś. Książka może fajna ale z takim stylem pisania to dla gimbazy raczej.
    A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mi podobała się książka. Chaos można wybaczyć Sarzyńskiej. W końcu to jej debiut ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację :) Po przeczytaniu tej książki odczuwam pewien niedosyt, mam więc cichą nadzieję, że Aga Sarzyńska znajdzie wenę i czas na napisanie drugiej, mniej chaotycznej części ;)

      Usuń
  3. Szalona ta Barszalona. Chyba ją polubię.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Shock Art | Piękno. Sztuka. Życie. , Blogger