Oriana Fallaci i jej "Kapelusz cały w czereśniach"

"Kapelusz cały w czereśniach" to arcydzieło literackie, nad którym Oriana bez wytchnienia pracowała przez 10 lat.
Jestem pełna podziwu dla pracy i poświęcenia jakie Fallaci włożyła w stworzenie tego dzieła.Nie jest to bowiem tylko saga rodu Fallacich.

To jest także niezwykła opowieść o życiu, miłosnych uniesieniach, romansach, ludzkich ambicjach i marzeniach, to także fragment jakże burzliwej, krwawej historii słonecznej Toskanii, w szczególności Livorno. Przewija się tutaj także polski wątek, wszak jeden z przodków Oriany był Polakiem.

Moje ciało, moja sprawa. Coś o dietetycznych trucicielkach.

W ostatnich tygodniach ku mojej wielkiej radości przytyło mi się 6 kilogramów. Tak: radości! Nie przejęzyczyłam się :) Przy wzroście 164 cm ważę 66 kilo. Według dietetyków i tabeli BMI to jest jeszcze waga mieszcząca się w granicach normy. Natomiast wiele pań - szczególnie tych wiecznie liczących kalorie i szukających pod mikroskopem tłuszczu - twierdzi, że mam straszną nadwagę. Cóż, te 66 kilogramów to moja magiczna waga. Nie mogę ważyć ani więcej, ale też ani grama mniej, bo właśnie tylko przy tej wadze dobrze się czuję, ale i też korzystniej wyglądam - przynajmniej dla samej siebie. A dla mnie ważniejsze jest to, że podobam się sobie. Opinia żmij wysuszonych dietami mnie nie interesuje. A już najmniej mnie interesuje to, co szepczą za moimi plecami nieszczęśliwe facetki, u których podstawę diety stanowi liść sałaty i plaster ogórka, przy takiej diecie naprawdę trudno cieszyć się urokami życia i być szczęśliwym, a jeszcze trudniej o zdrowe zmysły.

"Bliźnięta z lodu", porywająca książka S.K. Tremayne.


Głównymi bohaterami "Bliźniąt z lodu" są Sara i Angus Moorcroftowie - młode małżeństwo oraz ich córeczki - tytułowe bliźniaczki Lydia i Kirstie. Dziewczynki swój niezwykły przydomek "bliźnięta z lodu" zyskały dzięki swoim śnieżnobiałym włosom, mlecznej cerze i oczom w barwie zimnego błękitu, w dodatku przyszły na świat w najzimniejszą noc w roku.

Akcja książki rozpoczyna się w rok po tragicznej śmierci jednej z bliźniaczek. Poznajemy całą gamę uczuć jakie targają sercem matki usiłującej powrócić do normalnego życia po śmierci ukochanej córeczki. Ból ojca po stracie córki jest na początku książki ukazany jakby w tle, dlatego początkowo odnosiłam wrażenie, że Angus szybciej niż jego żona uporał się ze stratą dziecka. Czytając książkę przez długi czas nie wiadomo w jakich okolicznościach Moorcroftowie utracili dziecko, więc skłania to czytelnika do snucia różnych podejrzeń, czy domysłów. W książce irytującym i nużącym przerywnikiem były dla mnie niektóre opisy, które lekturze dodawały objętości, zaś niczego konkretnego nie wnosiły do fabuły.

Za szczyt głupoty uznałam przeprowadzkę Moorcroftów z Londynu na odludną wyspę Torran, zwaną też Wyspą Piorunów. Zrozumieć można, że rodzice pragnęli uciec od traumatycznych wspomnień, ale przecież mieli pod swa pieczą drugie dziecko, które również bardzo mocno przeżywało tą rodzinną tragedię! I w takiej sytuacji naprawdę trudno nazwać rozsądnym pomysłem osiedlenie się na odludziu, gdzie człowiek odcięty od świata, pozbawiony internetu i telefonu pozostaje sam na sam z mrocznym krajobrazem wyspy i ze swoimi ponurymi myślami.

Książka elektryzuje, trzyma czytelnika w napięciu do samego końca! Zakończenie zaskoczyło mnie, spodziewałam się zupełnie czegoś innego.

Polecam! "Bliźnięta z lodu" czyta się jednym tchem!

Muzyka w życiu osób nie(do)słyszących. Jak odbieram muzykę jako osoba niesłysząca?

Sporo wody upłynęło w rzece od czasu, kiedy to stworzyłam na YouTube kanał, na którym miałam poruszać tematy obracające się między innymi wokół spraw osób nie(do)słyszących... Nagrałam raptem trzy czy cztery filmiki i na tym się zakończyła cała moja przygoda z YouTubem, pomimo bardzo pozytywnego odzewu ze strony widzów ;) No cóż... Ta cała zabawa z nagrywaniem, mizdrzeniem się do kamery, gadaniem, wstawianiem napisów, poprawianiem obrazu to zdecydowanie nie moja działka. Zwyczajnie nie mam cierpliwości ani czasu na tworzenie youtubowego show ;)

Po wrzuceniu któregoś filmiku na YouTube, otrzymałam sporo pytań od widzów o to czy muzyka ma dla mnie jakieś znaczenie. I miałam o tym opowiedzieć na wizji, ale ostatecznie opowiem o tym tutaj na blogu. Zdecydowanie wolę słowo pisane niż gadane ;)

Muzyka...

Wbrew przekonaniu wielu osób słyszących - muzyka i taniec istnieją w życiu osób zarówno niedosłyszących, implantowanych jak i głuchych. W świecie ciszy muzyki się nie słucha, lecz się ją odbiera. Osoby zupełnie głuche - muzyczne tony odbierają poprzez dotyk, czyli poprzez swoją wrażliwość na muzyczne wibracje i tak też tańczą - w rytm odczuwanych wibracji. Zaś osoby implantowane oraz niedosłyszące z zachowanymi resztkami słuchowymi (mogące korzystać z aparatów słuchowych) odbierają muzykę w sposób mieszany, czyli zarówno poprzez wibracje jak i cyfrowy słuch. Celowo piszę cyfrowy słuch, bo należy pamiętać o tym, że w implantach ślimakowych i nawet najlepszych aparatach słuchowych dźwięk nie brzmi w taki sam sposób jak dźwięk odbierany bezpośrednio przez ucho - potwierdzą to osoby, które kiedyś były słyszące, utraciły słuch, lecz pamiętają jeszcze dźwięki odbierane swoimi słyszącymi uszami i mogą porównać brzmienie melodii słyszanej uchem do melodii odbieranej cyfrowo poprzez aparat słuchowy bądź implant ślimakowy.

"Frida" autorstwa Bárbary Mujica. Powieść, nie biografia.


Nie potrafię powiedzieć kiedy i w jakich okolicznościach zainteresowałam się twórczością Fridy Kahlo i być może właśnie dlatego mam wrażenie, że to "od zawsze" jestem zafascynowana zarówno jej sztuką jak i niezwykłą osobowością.

Kilka dni temu wybrałam się do Empiku właśnie w poszukiwaniu jakiejś biografii Fridy i nawet nie musiałam jej długo szukać - książka Bárbary Mujica "Frida" od razu rzuciła mi się w oczy dzięki swej okładce w niezwykle żywych barwach.

W książce Bárbary Mujica narratorem jest siostra Fridy, Cristina, zwana też przez Fridę pieszczotliwie Cristi, książki tej zdecydowanie nie można nazwać biografią. W moim przekonaniu jest to tylko powieść, w której fikcja przeplata się z faktami. Dla autorki inspiracją była barwna postać Fridy oraz mocno podkoloryzowane wspomnienia Cristiny, zakompleksionej siostry artystki, która żyjąc w cieniu siostry, poprzez swą niską samoocenę wyraźnie usiłowała ukazać światu Fridę w negatywnym świetle.

Podróże małe i duże. Czego się obawiają osoby niesłyszące podczas podróżowania PKS, PKP, czy jazdy samochodem? I słów kilka o aplikacji Migam.

Dzisiejszy wpis jest zainspirowany postem Dziewczyny z obrazka - "Mamy prawo się bać", autorka tak jak ja jest osobą niesłyszącą. Gdy opisywała swoje odczucia jakich doświadczyła podczas swej podróży PKP - jakbym czytała o własnych odczuciach. I są to odczucia większości nas niesłyszących.

Osobom słyszącym zdecydowanie łatwiej sobie wyobrazić z jakimi trudnościami podczas podróżowania PKP czy PKS borykają się osoby niewidome, niedowidzące, bądź mające niepełnosprawność ruchową. Mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że dla wielu niesłyszących zwykła podróż może wiązać się z naprawdę wielkim stresem. 

Dlaczego?

Seks niesłyszących i dziwne pytania słyszących

Do napisania tego posta zainspirował mnie jeden z blogowych wpisów mojej koleżanki Zaniczki, poruszyła bardzo ciekawy temat - Temat seksualności niepełnosprawnych to nadal tabu.

A jak to jest z niesłyszącymi?

Zacznę od tego, że będąc nastolatką wśród swoich słyszących rówieśników bardzo często spotykałam się z opinią, że niesłyszący na pewno nie uprawiają seksu, bo nie wiedzą jak. Do dziś wprost nie mogę się nadziwić skąd wtenczas brało się takie przekonanie u niektórych słyszaków, że niesłyszący nie wiedzą jak czerpać przyjemność z posiadania ptaszka i myszki. Zresztą podobnie ludzie myślą na temat seksualności osób z niepełnosprawnością ruchową, czy wzrokową - mam wrażenie, że uważają tę grupę ludzi za wybitnie aseksualną.

Jak to jest być niesłyszącą mamą słyszącego dziecka? No jak? Normalnie :)

- Ej, Luszka, jak to jest być niesłyszącą mamą? - to pytanie bardzo często pada z ust zarówno moich słyszących znajomych jak i nieznanych mi osób.
- No jak? Normalnie.

Baśka, moja córka słyszy. Jest inteligentną, wrażliwą 13-latką. Nigdy nie wstydziła się tego, że ma przygłuchawą matkę, przy której dość częste są komedie pomyłek przy odczytywaniu mowy z ust ;) A musicie wiedzieć, że przy odczytywaniu mowy z ust trzeba nieźle napracować się oczami, bo u każdej osoby inaczej się poruszają usta. Do zabawnych nieporozumień dochodzi, gdy różnie brzmiące słowa o różnych znaczeniach przy odczytywaniu z ust wyglądają niemal identycznie. Usta ruszają się podobnie, gdy mówisz np.: bułka-półka, groszek-proszek, gazeta-kaseta, pies-piec, mucha-puka, czy brzydkie dupa-kupa, chór-... :P Założę się, że w tym momencie niektórzy z Was wzięli lusterko, by to to sprawdzić :) Widzicie sami jak łatwo z siebie barana zrobić? :) Dlatego moje życie wśród słyszących to życie w stanie wiecznej czujności ;)


"Barszalona", czyli klimat szemranej barcelońskiej dzielnicy i irytująca Matylda...


Barcelona może kojarzyć się z Gaudim, Picassem, multikolorową odzieżą Desigual, chocolate con churros, czy filmami Pedro Almodóvara... Mnie niezmiennie kojarzy się z Ferminem Romero de Torres, Danielem Sempere i tajemniczym Julianem Caraxem, bohaterami powieści Carlosa Zafóna. 

Ekologiczni hipokryci to my wszyscy



W ostatnich czasach wszystko to, co zawiera w sobie szczyptę eko i jest zaklasyfikowane do kategorii zdrowej żywności jest trendy. Nie da się zaprzeczyć, że ochrona środowiska, ochrona praw zwierząt, zdrowe żywienie w obecnych czasach powinno być już nie trendem, lecz koniecznością.

Barcelona. Jechać z nastolatkiem czy we dwoje?

Dokładnie rok temu wróciliśmy z mężem z Barcelony, gdzie we dwoje spędziliśmy czas na
intensywnym zwiedzaniu zakątków tego niezwykłego miasta. A, że obecnie trwa jeszcze sezon urlopowy, sporo "dzieciatych" znajomych pyta mnie czy do Barcelony lepiej jechać z dzieckiem czy we dwoje?

Shock Art w nowej odsłonie, czyli blogowanie od nowa czas zacząć. Co było motorem zmian?




Blogerem jestem już od wielu lat. Nawet nie pamiętam w jaki sposób stawiałam swoje pierwsze kroki w blogosferze. Pamiętam jedynie, że nigdy nie mogłam znaleźć swojego stałego miejsca w sieci. Tworzyłam blogi o różnych tematykach, ale zawsze obracały się wokół sztuki, rękodzieła artystycznego, eksperymentów typu do it yourself itp. Jednak zawsze nadchodził taki czas, że mój zapał do dalszego blogowania ulatniał się niczym kamfora, co sprawiało, że blogi skazane były na wymarcie.