grudnia 04, 2017

Wystawa Frida Kahlo i Diego Rivera - Polski kontekst

Wystawa Frida Kahlo i Diego Rivera - Polski kontekst



Wystawa Frida Kahlo i Diego Rivera. Polski kontekst została zorganizowana przez Centrum Kultury Zamek w Poznaniu. Przygotowania do organizacji tej niezwykłej wystawy trwały kilka lat. 

Owa wystawa trwać będzie do 21 stycznia 2018 roku, więc miłośnicy twórczości i osobowości Fridy Kahlo mają jeszcze szansę zobaczyć ten niezwykły wernisaż złożony z fotografii Bernice Kolko, także fotografii Nickolasa Muray'a i przede wszystkim wybranych dzieł Fridy i jej męża Diego Rivery, a także kilku grafik Fanny Rabel - uczennicy Fridy polskiego pochodzenia.

Kuratorką wystawy jest dr Helga Prignitz-Poda, która odkryła w dzienniku Fridy Kahlo polski kontekst. W owym dzienniku pojawiły się wpisy na temat przyjaźni jaka się zrodziła pomiędzy malarką a fotografką w ostatnich latach życia meksykańskiej artystki.




Fotografie Bernice wywierają ogromne wrażenie. Zupełnie inaczej ogląda się fotografie w towarzystwie dzieł Fridy i osób bliskich jej sercu. 
I właśnie dlatego nie zamieszczam tutaj zdjęć z wystawy - zachęcam, abyście sami tam się udali :)

Frida malując w samotności swoje piękne autoportrety nigdy nie sądziła, że to, co wyjdzie spod jej pędzla sprawi, że jej sława przewyższy sławę jej męża, że stanie się światową ikoną popkultury, jedną z najważniejszych i najbardziej inspirujących artystek na świecie. Twórczość Fridy zapewniła jej nieśmiertelność.

Przy wystawie emitowane są różne krótkie filmiki z życia Fridy, a także film dokumentalny, dzięki któremu mamy okazję poznać uczniów Fridy, posłuchać ich wspomnień, anegdot związanych z artystką.

 Po wystawie warto udać się do sklepiku i zakupić kilka pamiątek. Ja zakupiłam album pamiątkowy w pięknej szacie graficznej i jak przystało na Fridamaniaczkę zakupiłam także koszulki z meksykańskimi czaszkami i popartowe przypinki z wizerunkiem Fridy.

listopada 09, 2017

Goły biust przy reklamie gwoździ kontra pierś karmiąca dziecko, czyli słów kilka o hipokryzji polskiego społeczeństwa.

Goły biust przy reklamie gwoździ kontra pierś karmiąca dziecko, czyli słów kilka o hipokryzji polskiego społeczeństwa.
Zadziwia mnie fala hejtu jaka dość często wylewa się na matki karmiące swoje pociechy w miejscach publicznych. A jeszcze bardziej zadziwia mnie to, że to właśnie kobiety są najmniej tolerancyjne wobec pań, które odważyły się nie karmić swego dziecięcia w toalecie, w której unosi się aromatyczna woń domestosu i zapaszku po jakiejś lady, która nieco przeholowała ze spożyciem ziółek przeczyszczających...

Lubię powtarzać, że piersi to piękne dzieło natury stworzone z myślą o dzieciach, a tymczasem bawią się nimi dorośli... Zaś osoby zbulwersowane widokiem matek karmiących zupełnie zapominają, że należymy do gatunku Mammalia, a kiedyś przecież nie było
butelek, mleka w proszku, podgrzewaczy, matki karmiły niemowlę "na żądanie", podawały pierś w różnych miejscach i nikogo to nie bulwersowało jak dziś. A jeśli komuś już tak bardzo przeszkadza widok kobiety z maluchem u piersi, niechaj odwróci wzrok. Albo niech się przesiądzie gdzieś dalej. Jakież to proste, prawda?

I rzućcie może okiem na reklamy z roznegliżowanymi paniami i pomyślcie, co tak naprawdę jest bulwersujące? Pierś karmiąca dziecko, czy wulgarnie wywalony cyc wraz z czterema literami - cóż z tego, że zgrabnymi, skoro odbytnica do reklamy klimatyzacji czy kurczaka z rożna ma się jak piernik do wiatraka?

P.S. Jeśli pojawią się tutaj hejterki szykanujące matki karmiące - ucieszę się :) Nikt mi tak dobrze nie nabija statystyk jak wkurzona hejternia ;)

października 29, 2017

Beauty Coach dla kobiet niepełnosprawnych? Tak! Bo dlaczego nie?

Beauty Coach dla kobiet niepełnosprawnych? Tak! Bo dlaczego nie?
Styliści, wizażyści prześcigają się w tworzeniu jak najlepszych ofert dla swoich klientów, a szczególnie klientek, bo to głównie kobiety najbardziej przejmują się swoim wizerunkiem. Jednak wśród tych ofert rzadko, a raczej w ogóle nie widzę

ofert skierowanych do osób niepełnosprawnych - a jeśli ktoś z Was takową widział to niechaj da mi znać, bo bardzo chętnie zareklamuję tu i tam, wszak jest tak mało nas-stylistów nie tchórzących na widok wózka ;)

Ktoś rzekłby - Ale po co osobie na wózku stylista? Przecież osoba poruszająca się na wózku nosi ciuchy szyte dla wszystkich!

A jednak mam koleżankę Izę, której marzyły się zakupy w towarzystwie stylistki, która doradziłaby jej jakie spódniczki i spodnie najlepiej układają się na jej sparaliżowanych od dzieciństwa nogach, z jakiego materiału powinna zakładać sukienki na lato, by wyglądać elegancko i jednocześnie nie obawiać się, że falbany nieszczęśliwie zaplączą się gdzieś pomiędzy szprychami od kół wózka. Iza miała dość noszenia ciuchów, które kupowała jej mama, czuła się w nich niekobieco i nie ma co się dziwić, bo były to głównie sukienki i spódnice o wykroju nadającym się raczej dla Sióstr Nazaretanek...

października 23, 2017

Jak się zaczęła moja miłość do wizażu?

Jak się zaczęła moja miłość do wizażu?

Jakiś czas temu podjęłam decyzję o powrocie do pracy w branży kosmetycznej. Dla niektórych osób, które do tej pory znały mnie wyłącznie jako grafika komputerowego - owa zmiana branży okazała się niemałym szokiem ;) Chcąc, nie chcąc szokuję... Niestety ;)

Cóż. Niektórzy może o tym nie wiedzą, ale z wizażem do czynienia mam od dawna. Zaraz po maturze miałam przyjemność wziąć udział w warsztatach makijażu prowadzonych w Warszawie przez moją koleżankę, która wówczas pracowała jako konsultantka firmy Oriflame.  Do dziś pamiętam swój zachwyt, gdy dzięki owym warsztatom odkryłam jakże przydatne są pędzle do wykonywania perfekcyjnego makijażu oka i jak prawidłowo regulować brwi. Tak się zaczynała moja miłość do wszelkiej maści kolorowych kosmetyków.

października 10, 2017

Oriana Fallaci i jej "Kapelusz cały w czereśniach"

Oriana Fallaci i jej "Kapelusz cały w czereśniach"
"Kapelusz cały w czereśniach" to arcydzieło literackie, nad którym Oriana bez wytchnienia pracowała przez 10 lat.
Jestem pełna podziwu dla pracy i poświęcenia jakie Fallaci włożyła w stworzenie tego dzieła.Nie jest to bowiem tylko saga rodu Fallacich.

To jest także niezwykła opowieść o życiu, miłosnych uniesieniach, romansach, ludzkich ambicjach i marzeniach, to także fragment jakże burzliwej, krwawej historii słonecznej Toskanii, w szczególności Livorno. Przewija się tutaj także polski wątek, wszak jeden z przodków Oriany był Polakiem.

września 12, 2017

Moje ciało, moja sprawa. Coś o dietetycznych trucicielkach.

Moje ciało, moja sprawa. Coś o dietetycznych trucicielkach.
W ostatnich tygodniach ku mojej wielkiej radości przytyło mi się 6 kilogramów. Tak: radości! Nie przejęzyczyłam się :) Przy wzroście 164 cm ważę 66 kilo. Według dietetyków i tabeli BMI to jest jeszcze waga mieszcząca się w granicach normy. Natomiast wiele pań - szczególnie tych wiecznie liczących kalorie i szukających pod mikroskopem tłuszczu - twierdzi, że mam straszną nadwagę. Cóż, te 66 kilogramów to moja magiczna waga. Nie mogę ważyć ani więcej, ale też ani grama mniej, bo właśnie tylko przy tej wadze dobrze się czuję, ale i też korzystniej wyglądam - przynajmniej dla samej siebie. A dla mnie ważniejsze jest to, że podobam się sobie. Opinia żmij wysuszonych dietami mnie nie interesuje. A już najmniej mnie interesuje to, co szepczą za moimi plecami nieszczęśliwe facetki, u których podstawę diety stanowi liść sałaty i plaster ogórka, przy takiej diecie naprawdę trudno cieszyć się urokami życia i być szczęśliwym, a jeszcze trudniej o zdrowe zmysły.

września 11, 2017

"Bliźnięta z lodu", porywająca książka S.K. Tremayne.

"Bliźnięta z lodu", porywająca książka S.K. Tremayne.

Głównymi bohaterami "Bliźniąt z lodu" są Sara i Angus Moorcroftowie - młode małżeństwo oraz ich córeczki - tytułowe bliźniaczki Lydia i Kirstie. Dziewczynki swój niezwykły przydomek "bliźnięta z lodu" zyskały dzięki swoim śnieżnobiałym włosom, mlecznej cerze i oczom w barwie zimnego błękitu, w dodatku przyszły na świat w najzimniejszą noc w roku.

Akcja książki rozpoczyna się w rok po tragicznej śmierci jednej z bliźniaczek. Poznajemy całą gamę uczuć jakie targają sercem matki usiłującej powrócić do normalnego życia po śmierci ukochanej córeczki. Ból ojca po stracie córki jest na początku książki ukazany jakby w tle, dlatego początkowo odnosiłam wrażenie, że Angus szybciej niż jego żona uporał się ze stratą dziecka. Czytając książkę przez długi czas nie wiadomo w jakich okolicznościach Moorcroftowie utracili dziecko, więc skłania to czytelnika do snucia różnych podejrzeń, czy domysłów. W książce irytującym i nużącym przerywnikiem były dla mnie niektóre opisy, które lekturze dodawały objętości, zaś niczego konkretnego nie wnosiły do fabuły.

Za szczyt głupoty uznałam przeprowadzkę Moorcroftów z Londynu na odludną wyspę Torran, zwaną też Wyspą Piorunów. Zrozumieć można, że rodzice pragnęli uciec od traumatycznych wspomnień, ale przecież mieli pod swa pieczą drugie dziecko, które również bardzo mocno przeżywało tą rodzinną tragedię! I w takiej sytuacji naprawdę trudno nazwać rozsądnym pomysłem osiedlenie się na odludziu, gdzie człowiek odcięty od świata, pozbawiony internetu i telefonu pozostaje sam na sam z mrocznym krajobrazem wyspy i ze swoimi ponurymi myślami.

Książka elektryzuje, trzyma czytelnika w napięciu do samego końca! Zakończenie zaskoczyło mnie, spodziewałam się zupełnie czegoś innego.

Polecam! "Bliźnięta z lodu" czyta się jednym tchem!

września 04, 2017

Muzyka w życiu osób nie(do)słyszących. Jak odbieram muzykę jako osoba niesłysząca?

Muzyka w życiu osób nie(do)słyszących. Jak odbieram muzykę jako osoba niesłysząca?
Sporo wody upłynęło w rzece od czasu, kiedy to stworzyłam na YouTube kanał, na którym miałam poruszać tematy obracające się między innymi wokół spraw osób nie(do)słyszących... Nagrałam raptem trzy czy cztery filmiki i na tym się zakończyła cała moja przygoda z YouTubem, pomimo bardzo pozytywnego odzewu ze strony widzów ;) No cóż... Ta cała zabawa z nagrywaniem, mizdrzeniem się do kamery, gadaniem, wstawianiem napisów, poprawianiem obrazu to zdecydowanie nie moja działka. Zwyczajnie nie mam cierpliwości ani czasu na tworzenie youtubowego show ;)

Po wrzuceniu któregoś filmiku na YouTube, otrzymałam sporo pytań od widzów o to czy muzyka ma dla mnie jakieś znaczenie. I miałam o tym opowiedzieć na wizji, ale ostatecznie opowiem o tym tutaj na blogu. Zdecydowanie wolę słowo pisane niż gadane ;)

Muzyka...

Wbrew przekonaniu wielu osób słyszących - muzyka i taniec istnieją w życiu osób zarówno niedosłyszących, implantowanych jak i głuchych. W świecie ciszy muzyki się nie słucha, lecz się ją odbiera. Osoby zupełnie głuche - muzyczne tony odbierają poprzez dotyk, czyli poprzez swoją wrażliwość na muzyczne wibracje i tak też tańczą - w rytm odczuwanych wibracji. Zaś osoby implantowane oraz niedosłyszące z zachowanymi resztkami słuchowymi (mogące korzystać z aparatów słuchowych) odbierają muzykę w sposób mieszany, czyli zarówno poprzez wibracje jak i cyfrowy słuch. Celowo piszę cyfrowy słuch, bo należy pamiętać o tym, że w implantach ślimakowych i nawet najlepszych aparatach słuchowych dźwięk nie brzmi w taki sam sposób jak dźwięk odbierany bezpośrednio przez ucho - potwierdzą to osoby, które kiedyś były słyszące, utraciły słuch, lecz pamiętają jeszcze dźwięki odbierane swoimi słyszącymi uszami i mogą porównać brzmienie melodii słyszanej uchem do melodii odbieranej cyfrowo poprzez aparat słuchowy bądź implant ślimakowy.

Copyright © 2016 Mrs Luszka pisze , Blogger