listopada 09, 2017

Goły biust przy reklamie gwoździ kontra pierś karmiąca dziecko, czyli słów kilka o hipokryzji polskiego społeczeństwa.

Goły biust przy reklamie gwoździ kontra pierś karmiąca dziecko, czyli słów kilka o hipokryzji polskiego społeczeństwa.
Zadziwia mnie fala hejtu jaka dość często wylewa się na matki karmiące swoje pociechy w miejscach publicznych. A jeszcze bardziej zadziwia mnie to, że to właśnie kobiety są najmniej tolerancyjne wobec pań, które odważyły się nie karmić swego dziecięcia w toalecie, w której unosi się aromatyczna woń domestosu i zapaszku po jakiejś lady, która nieco przeholowała ze spożyciem ziółek przeczyszczających...

Lubię powtarzać, że piersi to piękne dzieło natury stworzone z myślą o dzieciach, a tymczasem bawią się nimi dorośli... Zaś osoby zbulwersowane widokiem matek karmiących zupełnie zapominają, że należymy do gatunku Mammalia, a kiedyś przecież nie było
butelek, mleka w proszku, podgrzewaczy, matki karmiły niemowlę "na żądanie", podawały pierś w różnych miejscach i nikogo to nie bulwersowało jak dziś. A jeśli komuś już tak bardzo przeszkadza widok kobiety z maluchem u piersi, niechaj odwróci wzrok. Albo niech się przesiądzie gdzieś dalej. Jakież to proste, prawda?

I rzućcie może okiem na reklamy z roznegliżowanymi paniami i pomyślcie, co tak naprawdę jest bulwersujące? Pierś karmiąca dziecko, czy wulgarnie wywalony cyc wraz z czterema literami - cóż z tego, że zgrabnymi, skoro odbytnica do reklamy klimatyzacji czy kurczaka z rożna ma się jak piernik do wiatraka?

P.S. Jeśli pojawią się tutaj hejterki szykanujące matki karmiące - ucieszę się :) Nikt mi tak dobrze nie nabija statystyk jak wkurzona hejternia ;)

października 29, 2017

Beauty Coach dla kobiet niepełnosprawnych? Tak! Bo dlaczego nie?

Beauty Coach dla kobiet niepełnosprawnych? Tak! Bo dlaczego nie?
Styliści, wizażyści prześcigają się w tworzeniu jak najlepszych ofert dla swoich klientów, a szczególnie klientek, bo to głównie kobiety najbardziej przejmują się swoim wizerunkiem. Jednak wśród tych ofert rzadko, a raczej w ogóle nie widzę

ofert skierowanych do osób niepełnosprawnych - a jeśli ktoś z Was takową widział to niechaj da mi znać, bo bardzo chętnie zareklamuję tu i tam, wszak jest tak mało nas-stylistów nie tchórzących na widok wózka ;)

Ktoś rzekłby - Ale po co osobie na wózku stylista? Przecież osoba poruszająca się na wózku nosi ciuchy szyte dla wszystkich!

A jednak mam koleżankę Izę, której marzyły się zakupy w towarzystwie stylistki, która doradziłaby jej jakie spódniczki i spodnie najlepiej układają się na jej sparaliżowanych od dzieciństwa nogach, z jakiego materiału powinna zakładać sukienki na lato, by wyglądać elegancko i jednocześnie nie obawiać się, że falbany nieszczęśliwie zaplączą się gdzieś pomiędzy szprychami od kół wózka. Iza miała dość noszenia ciuchów, które kupowała jej mama, czuła się w nich niekobieco i nie ma co się dziwić, bo były to głównie sukienki i spódnice o wykroju nadającym się raczej dla Sióstr Nazaretanek...

października 24, 2017

Frida, moja muza, moja inspiracja

Frida, moja muza, moja inspiracja
Jak już wspominałam w innym wpisie (tutaj), osobowością i twórczością Fridy Kahlo jestem zafascynowana od dawna i dzięki tej fascynacji moja córka otrzymała drugie imię Magdalena, które jest prawdziwym imieniem artystki. 
Rzecz jasna, chciałam by córka na imię miała Frida, ale dziecię urodziło mi się jeszcze w tych czasach kiedy w polskich urzędach można było dzieciom nadawać wyłącznie polsko brzmiące imiona. Teraz jednak wiem, że dobrze, iż tak się stało, bo jestem wręcz przekonana, że w naszym mało tolerancyjnym kraju przez takie nietypowe imię córkę mogłoby spotykać wiele przykrości ;)
A niestety nie każdy zna, nie każdy rozumie i nie każdy wielbi twórczość Fridy tak jak ja i inni Fridomaniacy ;)

października 23, 2017

Jak się zaczęła moja miłość do wizażu?

Jak się zaczęła moja miłość do wizażu?

Jakiś czas temu podjęłam decyzję o powrocie do pracy w branży kosmetycznej. Dla niektórych osób, które do tej pory znały mnie wyłącznie jako grafika komputerowego - owa zmiana branży okazała się niemałym szokiem ;) Chcąc, nie chcąc szokuję... Niestety ;)

Cóż. Niektórzy może o tym nie wiedzą, ale z wizażem do czynienia mam od dawna. Zaraz po maturze miałam przyjemność wziąć udział w warsztatach makijażu prowadzonych w Warszawie przez moją koleżankę, która wówczas pracowała jako konsultantka firmy Oriflame.  Do dziś pamiętam swój zachwyt, gdy dzięki owym warsztatom odkryłam jakże przydatne są pędzle do wykonywania perfekcyjnego makijażu oka i jak prawidłowo regulować brwi. Tak się zaczynała moja miłość do wszelkiej maści kolorowych kosmetyków.

października 10, 2017

Oriana Fallaci i jej "Kapelusz cały w czereśniach"

Oriana Fallaci i jej "Kapelusz cały w czereśniach"
"Kapelusz cały w czereśniach" to arcydzieło literackie, nad którym Oriana bez wytchnienia pracowała przez 10 lat.
Jestem pełna podziwu dla pracy i poświęcenia jakie Fallaci włożyła w stworzenie tego dzieła.Nie jest to bowiem tylko saga rodu Fallacich.

To jest także niezwykła opowieść o życiu, miłosnych uniesieniach, romansach, ludzkich ambicjach i marzeniach, to także fragment jakże burzliwej, krwawej historii słonecznej Toskanii, w szczególności Livorno. Przewija się tutaj także polski wątek, wszak jeden z przodków Oriany był Polakiem.

września 12, 2017

Moje ciało, moja sprawa. Coś o dietetycznych trucicielkach.

Moje ciało, moja sprawa. Coś o dietetycznych trucicielkach.
W ostatnich tygodniach ku mojej wielkiej radości przytyło mi się 6 kilogramów. Tak: radości! Nie przejęzyczyłam się :) Przy wzroście 164 cm ważę 66 kilo. Według dietetyków i tabeli BMI to jest jeszcze waga mieszcząca się w granicach normy. Natomiast wiele pań - szczególnie tych wiecznie liczących kalorie i szukających pod mikroskopem tłuszczu - twierdzi, że mam straszną nadwagę. Cóż, te 66 kilogramów to moja magiczna waga. Nie mogę ważyć ani więcej, ale też ani grama mniej, bo właśnie tylko przy tej wadze dobrze się czuję, ale i też korzystniej wyglądam - przynajmniej dla samej siebie. A dla mnie ważniejsze jest to, że podobam się sobie. Opinia żmij wysuszonych dietami mnie nie interesuje. A już najmniej mnie interesuje to, co szepczą za moimi plecami nieszczęśliwe facetki, u których podstawę diety stanowi liść sałaty i plaster ogórka, przy takiej diecie naprawdę trudno cieszyć się urokami życia i być szczęśliwym, a jeszcze trudniej o zdrowe zmysły.

września 11, 2017

"Bliźnięta z lodu", porywająca książka S.K. Tremayne.

"Bliźnięta z lodu", porywająca książka S.K. Tremayne.

Głównymi bohaterami "Bliźniąt z lodu" są Sara i Angus Moorcroftowie - młode małżeństwo oraz ich córeczki - tytułowe bliźniaczki Lydia i Kirstie. Dziewczynki swój niezwykły przydomek "bliźnięta z lodu" zyskały dzięki swoim śnieżnobiałym włosom, mlecznej cerze i oczom w barwie zimnego błękitu, w dodatku przyszły na świat w najzimniejszą noc w roku.

Akcja książki rozpoczyna się w rok po tragicznej śmierci jednej z bliźniaczek. Poznajemy całą gamę uczuć jakie targają sercem matki usiłującej powrócić do normalnego życia po śmierci ukochanej córeczki. Ból ojca po stracie córki jest na początku książki ukazany jakby w tle, dlatego początkowo odnosiłam wrażenie, że Angus szybciej niż jego żona uporał się ze stratą dziecka. Czytając książkę przez długi czas nie wiadomo w jakich okolicznościach Moorcroftowie utracili dziecko, więc skłania to czytelnika do snucia różnych podejrzeń, czy domysłów. W książce irytującym i nużącym przerywnikiem były dla mnie niektóre opisy, które lekturze dodawały objętości, zaś niczego konkretnego nie wnosiły do fabuły.

Za szczyt głupoty uznałam przeprowadzkę Moorcroftów z Londynu na odludną wyspę Torran, zwaną też Wyspą Piorunów. Zrozumieć można, że rodzice pragnęli uciec od traumatycznych wspomnień, ale przecież mieli pod swa pieczą drugie dziecko, które również bardzo mocno przeżywało tą rodzinną tragedię! I w takiej sytuacji naprawdę trudno nazwać rozsądnym pomysłem osiedlenie się na odludziu, gdzie człowiek odcięty od świata, pozbawiony internetu i telefonu pozostaje sam na sam z mrocznym krajobrazem wyspy i ze swoimi ponurymi myślami.

Książka elektryzuje, trzyma czytelnika w napięciu do samego końca! Zakończenie zaskoczyło mnie, spodziewałam się zupełnie czegoś innego.

Polecam! "Bliźnięta z lodu" czyta się jednym tchem!
Copyright © 2016 Shock Art | Piękno. Sztuka. Życie. , Blogger